Gorzej niż z psem z pociągu || Był sobie pies / W. Bruce Cameron | Recenzja przed premierą



Zazwyczaj, jeżeli w książkach czy w filmach giną ludzie, to mnie to nie rusza. Czasem nawet jestem skłonna ponaśmiewać się ze sztucznego ketchupu wykorzystanego zamiast krwi. Ale na krzywdę zwierząt patrzeć nie potrafię. Jestem za wrażliwa. Kiedyś chciałam zostać weterynarzem. Zrezygnowałam, bo nie byłabym w stanie uśpić psa.


Zaczęło się od książki "Pies, który jeździł koleją". Nie polecam. Nigdy nie zapomnę, jak oglądałam kiedyś film "Długa podróż do domu". Nie polecam. "Mój przyjaciel Hachiko". Nie polecam. Jeżeli chcecie oddychać, zamiast krztusić się łzami - szczerze nie polecam.

Potem zobaczyłam zwiastun filmu "Był sobie pies". I niemal poryczałam się na tym zwiastunie. Wiedziałam, że będę chciała go obejrzeć, bo mam takie masochistyczne tendencje, ale najpierw koniecznie musiałam przeczytać książkę. Tak czułam. I w moich rękach znalazła się powieść o cudnej okładce, czyli "Był sobie pies" W. Bruce'a Camerona. Spodziewałam się, że w tym wypadku płaczu nie będzie ze względu na to, że jest to historia o kilku żywotach jednego psa. Skoro pies ma do wykonania konkretną misję i będzie towarzyszyć nam przez całą książkę, tylko za każdym razem odziany w inną maść i rasę i że zawsze będzie się przecież odradzał, to na pewno nie będzie smutno. Myliłam się.


Kiedy czyta się o tym, jak pies patrzy na świat, jak interpretuje niektóre wydarzenia, to naprawdę to jest tak urocze, że zaraz robi się ciepło na serduszku, gardło się zaciska i łzy się zbierają w częściach oka, których nazw nie znam, mimo że nie dzieje się nic smutnego. Ale tu ta narracja jest niezwykle prawdziwa, poczułam się, jakbym słuchała jakiegoś psiego dubbingu. Na początku słuchamy myśli głupiutkiego szczeniaczka, gdy robi coś, co podpowiada mu instynkt, gdy wydaje mu się, że ma na imię "siad", albo "zostaw", bo tak najczęściej zwracają się do niego dwunożni, albo dowiadujemy się, co czuję pies zamknięty w samochodzie w upalny dzień. Poznajemy prawdziwe psie historie, zarówno rasowców prosto z wystaw, policyjnych owczarków, jak i bezpańskich kundli. Niezwykłe jest również to, że oprócz psich żywotów, przyglądamy się także ludzkim problemom. Plusem narracji jest niepokazanie ich z punktu widzenia osoby trzeciej, obserwatora, ale samego psa, nie do końca rozumiejącego zachowanie ludzkie. Czytelnik zdaje sobie sprawę, że wyrzucenie przez kobietę błyszczącego kółka z palca oznacza rozwód, choć pies wie jedynie, że coś podpowiada mu pocieszenie właścicielki. Wiemy także, czym jest "szkoła", mimo że dla psiaka jest to okres czasu, kiedy nie ma przy nim jego najmłodszego pana.


Podziwiam również autora za wiedzę. Historie, które opowiedział w tej książce, często odwołują się do jego prawdziwych czworonożnych przyjaciół z przeszłości. Jednak niektóre sceny przedstawiające i wyjaśniające zachowanie psów są tak realistyczne, że - jestem pewna - autor musiał zgłębiać tematy związane w weterynarią i behawiorystyką. Albo w poprzednim życiu był goldenem. W każdym razie wszystko, co czytamy sprawia, że inaczej zaczynamy patrzeć na nasze własne psy. W moim wypadku tak było.

Jeżeli ktoś z Was kocha psy tak bardzo jak ja to myślę, że też będzie "Był sobie pies" zauroczony. Co prawda w pewnym momencie zdałam sobie sprawie,  że nie patrzę na tę pozycję z perspektywy tego, jak oceniam inne książki. Te psiaki tak zawładnęły moim sercem, że tu mogłaby być literówka na literówce, fabuła mogłaby nie kleić się zupełnie, a i tak kompletnie nie robiłoby to na mnie wrażenia. Najważniejsze były emocje i fakt, że staramy się robić wszystko, by nie zalać kolejnych stron łzami.

Zobacz także kłótnię trzech części mojego umysłu na temat tej książki


Recenzja przygotowana we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym. Książka w promocyjnej cenie do zakupu TUTAJ
http://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/byl-sobie-pies/

Gorzej niż z psem z pociągu || Był sobie pies / W. Bruce Cameron | Recenzja przed premierą Gorzej niż z psem z pociągu || Był sobie pies / W. Bruce Cameron | Recenzja przed premierą Reviewed by Martha Oakiss on środa, lutego 01, 2017 Rating: 5