Zanim się pojawiłeś || KSIĄŻKA LEPSZA OD FILMU? - 3 argumenty


O Zanim się pojawiłeś jest wszędzie głośno,  stwierdziłam więc, że nie ma sensu dawać Wam zwyczajnej recenzji i opowiadać o treści, bo tę historię zna chyba każdy. Zamiast tego przedstawię wam dlaczego, moim zdaniem, książka Jojo Moyes jest lepsza od filmu.




1. Po pierwsze i najważniejsze - w książce wszystko wydaje mi się bardziej trzymać przysłowiowej kupy. Jeżeli czytaliście mój tekst na temat ekranizacji, to wiecie, jak odebrałam fabułę, postaci i zakończenie. Książka uzupełnia pewne fragmenty, które stanowiły dla mnie niedociągnięcia i przez które tak ostro oceniłam ten film. Dzięki książce wiemy coś na temat przeszłości Lou, dlaczego musiała pracować na całą rodzinę, dlaczego ubierała się w ten dziwny sposób i tak zachowywała. Bliżej poznajemy także sytuację Willa, tajemnice jego rodziny, dostrzegamy, jakie ma ciężkie życie, z iloma problemami musi się zmagać, jak trudne jest poruszanie się po nieprzystosowanym mieście i jak upokarzające jest proszenie o pomoc w najbardziej codziennych i naturalnych czynnościach. W filmie to wszystko wyglądało zbyt sielsko, dlatego też głównego bohatera odebrałam jako dupka i egoistę.

2. W wypadku książki z większą siłą dotarło do mnie przesłanie "żyj odważnie" i bardziej zauważałam, jak to motto rządziło każdym dniem zarówno Lou jak i Willa, chociaż nie stosowali go w stosunku do siebie, a do tej drugiej osoby. Ale przez to też zaczęłam myśleć o sobie, o tym, co ja do tej pory zrobiłam, a co jeszcze mogłabym zrobić. W filmie to się pojawiło, jednak jakoś słabiej zaakcentowane, tak jakby wszystkie przygody miały stanowić urozmaicenie życia Willa dla znanego nam powodu, ale bez podkreślenia, że to żyj odważnie można też w pewien sposób przełożyć na życie każdego z nas.


3. Spodobała mi się zawziętość Lou i to, jak wiele własnych ograniczeń łamała, by pomóc Willowi. W ekranizacji Emilia całkiem nieźle to zagrała, ale tu także książka zaprezentowała to w lepszym stylu. Zupełnie inaczej interpretuje się wszystkie gesty aktorów czy posyłane sobie spojrzenia, jeżeli wie się, dzięki książce, co za nimi stoi.

Oczywiście film też ma swoje plusy. Np. Sama Claflina. Bo czytając, wciąż miałam przed oczami aktorów. I to jeden z plusów tego, że najpierw obejrzałam film. Podczas lektury Mogłam wyobrażać sobie postacie w scenach, które nie zmieściły się w filmie, a były zapisane na papierze i momentami mogłabym przysiąść, że widziałam dany fragment na ekranie, a nie tylko w wyobraźni. I kolejny plus jest taki, że przy filmie jednak o wiele bardziej się wzruszamy. Ale to już kwestia patrzenia na płaczących i cierpiących aktorów, których w dodatku uwielbiamy.

Dlatego wniosek jest taki, że może nie tyle książka jest lepsza od filmu, bo ten z logicznych względów nie mógł zmieścić w sobie wszystkich wątków, jednak książka jest czymś obowiązkowym. Film, bez znajomości książki, wydaje się czymś niepełnym i niezrozumiałym. Kiedy obejrzałam film przed zapoznaniem się z wersją papierową, nie byłam zachwycona, wiele elementów mi zgrzytało. Jeżeli jednak najpierw przeczyta się książkę, to na film patrzy się z perspektywy tego, co już wiemy i ekranizacja automatycznie wydaje się być lepsza, bo uzupełniamy ją sobie w podświadomości. Dlatego w wypadku tego tytułu stwierdzam, że lepszy jest papierowy pierwowzór, a już na pewno, że jego przeczytanie sprawia, ze ekranizacja wypada o wiele lepiej.


Dajcie znać, czy w wypadku tego tytułu bardziej przypadł Wam do gustu film czy książka.


Zanim się pojawiłeś || KSIĄŻKA LEPSZA OD FILMU? - 3 argumenty Zanim się pojawiłeś || KSIĄŻKA LEPSZA OD FILMU? - 3 argumenty Reviewed by Martha Oakiss on środa, października 05, 2016 Rating: 5