Nie pokazujcie tego chorym - film "Zanim się pojawiłeś" (bez spoilerów + spoilery)


Miałam wybrać się na ten film dopiero po przeczytaniu książki. Nie zrobiłam tego. Czy żałuję? Nie wiem. Bowiem ocenię ten film chyba zupełnie inaczej, niż większość z Was. Chcę także zaznaczyć, że moja opinia może wynikać z braku znajomości pierwowzoru, co bez wątpienia wpływa na odbiór filmu. Ale o tym za chwilę.



Poniższy tekst został podzielony na dwie części. Najpierw zapraszam do przeczytania zwyczajnej recenzji i wrażeń z filmu, następnie części ze spoilerami, w której wypunktowałam i odniosłam się do kilku wydarzeń z fabuły. Część ze spoilerami dostępna po zaznaczeniu tekstu. W komentarzach proszę więc o pamiętanie o znaczniku *spoiler*. Dla dobra innych.




W skrócie o fabule "Zanim się pojawiłeś". Will Traynor przeżył dwa lata temu tragiczny wypadek, na wskutek którego chłopak jeździ na wózku. 26-letnia Lou, chcąc pomóc utrzymać rodzinę, zatrudnia się jako opiekunka Willa. Will jednak okazuje się być niezwykle cynicznym człowiekiem bez chęci do życia. Lou spróbuje więc zmienić jego postrzeganie świata.
Resztę sobie swobodnie dopowiedzcie.

To, co mogę bez wątpienia powiedzieć o tym filmie, to wyrażenie "uroczy". Po zapoznaniu się z nim wszyscy marzymy o pasiastych rajtuzkach i chcemy żyć odważnie. Historia jest niezwykle prawdziwa, pobudzająca u widzów wiele sprzecznych emocji. Sala kinowa co chwilę wybucha niepohamowanym śmiechem, by przez ostatnie pół godziny filmu słyszalne było jedynie smarkanie w chusteczki. To także film poruszający niezwykle trudny temat i to w niezwykle trudny sposób. Przedstawione nam są wydarzenia z naszego codziennego życia, jak peszymy się w obecności chorych, jak boimy się z nimi rozmawiać, nie chcąc przypadkowo poruszyć drażliwego tematu czy użyć dwuznacznego i bolesnego słowa. Chociaż z niepełnosprawnością w literaturze czy kinematografii mamy do czynienia dość często, to zazwyczaj nie pokazywane są nam tak dogłębne i skomplikowane uczucia samego chorego. Chłopaka, który żył aktywnie na wielu polach, na które już nigdy nie będzie mógł sobie pozwolić. "Zanim się pojawiłeś" wzbudza w nas niejako uczucie litości wywołane kłodami ustawionymi pod nogi przez całe życie młodego człowieka, które jeszcze trudniej jest pokonać na wózku. Rzadko jednak odkrywane są przed nami te najmroczniejsze myśli chorych, "co by było, gdyby..." i "lepiej, gdyby...". Nie przywiązywano wagi do aktów desperacji i tego, do czego osoba w depresji jest się w stanie posunąć - a przynajmniej nie w filmach nazywanych romansem. Tym razem to prawdziwy melodramat, który prosto w twarz o tym mówi. I nawet nieco dołuje.



O ile ostatnie pół godziny stanowi niemal moment kulminacyjny całej ekranizacji, i to on mija szybko jak z bicza strzelił, i to na nim płaczemy i smarkamy, i to te fragmenty najbardziej zapamiętujemy - tak resztą filmu byłam nieco rozczarowana. Oglądało się miło, chichrało się pod nosem. Trochę litości, trochę wzruszeń. Kilka refleksji o tym, jak osoba chora ma ciężko w życiu i że nawet mimo bogactw i posiadania zamków, nie da się za nie kupić zdrowia (choć to może także przekaz całości). Ale - nie zrozumcie mnie źle - to takie przysłowiowe pitu, pitu. Jak przydługi wstęp do historii, gdzie coś się dzieje, ale w sumie tylko po to, by za chwilę wrócić do punktu wyjścia. Nie wspominając o tym, że ubóstwiany przez widzki Will okazał się najzwyklejszym, egoistycznym dupkiem. A do tego był to czas, kiedy można było swobodnie dopatrzeć się kilku nieścisłości, o których opowiem w części ze spoilerami. Bo tu ponownie mogła wyjść na jaw kwestia nieznajomości książki.

Przechodząc do bardziej technicznych spraw. Emila Clarke w roli Lou, znana nam z GoT (a przynajmniej Wam), ze swoimi pełnymi ustami pełniła rolę rozluźniacza atmosfery. To właśnie ona szalała na ekranie w kolorowych strojach we wszystkich możliwych wzorach i kolorach i wciąż szczerzyła się do kamery, co przywodziło na myśl "tę słodką i uroczą i dziecinną". Sam Claflin za to, a więc Will, ma już wprawę w filmach tego typu po Love, Rosie. Tu jednak jego rola okazała się niezwykle trudna, bowiem grając sparaliżowanego jedyne, czym mógł grać, była twarz. Nie ukrywajmy, nie łatwo jest pokazać tak wiele emocji jedynie za pomocą mimiki. Jemu się udało i w kilku scenach można było się popłakać patrząc tylko na jego oczy. Zaciekawiły mnie również postacie drugoplanowe, bo wiedzcie, że Martha niektóre postaci zawsze będzie kojarzyła z konkretną rolą. Dlatego też Clara (Jenna Coleman) poleciała Tardisem do innego miasta, gdzie rodzi dziecko i idzie na studia, natomiast Nevil (Matthew Lewis) ucieka z Hogwartu, by zostać maratończykiem. I rola tego ostatniego była zarazem irytująca, jak i wzbudzająca litość (więcej w części spoilerowej).
To także jeden z niewielu filmów, w których zwróciłam uwagę na ścieżkę dźwiękową (która zazwyczaj gdzieś mi mignie koło ucha). Jak można się domyślić, rolą muzyki również będzie granie nam na emocjach, więc przygotujcie się na Eda Sheerana i OneRepublic w tych (a jakże!) najgorszych momentach (a potem się człowiekowi źle piosenka kojarzy...).



Po obejrzeniu filmu, przespaniu się, ponownym przemyśleniu i poczytaniu opinii innych zarówno o filmie, jak i o książce stwierdziłam, że to dwie różne bajki. Lub też nie tyle różne, co tworzące w odbiorcach inne emocje i refleksje. Z oczywistych powodów film uciął z pierwowzorów sporo fragmentów, ale, wbrew pozorom, fragmentów nadających sens pewnym wydarzeniom i aspektom. Proszę więc o wybaczenie, jeżeli nie jestem zachwycona dziełem, który powinnam ubóstwiać - tak go odebrałam, nie znając żadnych dodatkowych szczegółów fabularnych, analizując jedynie to, co dostałam na ekranie. Dlatego nie jestem w stanie powiedzieć, że ten film jest zły - bo nie jest. Ale czuję się wręcz zmuszona do przeczytania książki i obejrzenia go jeszcze raz. Mniemam, że wtedy odbiór filmu będzie zupełnie inny. Musicie wiedzieć, że kiedy znamy książkę, na podstawie której ekranizację oglądamy, to nieświadomie uzupełniamy i usprawiedliwiamy pewne myśli pojawiające się w naszych umysłach, dopowiadamy to, czego zabrakło. Ja, nie znając wersji pisanej "Zanim się pojawiłeś" nie mogłam tego zrobić, na wskutek czego nieścisłości i niesmaków pojawiło się wyjątkowo dużo. Dla samych twórców jest to trudna sytuacja - oni przecież znają zarys historii, patrzą przez pryzmat cierpiącego Willa i trudnej sytuacji Lou, nie wyczuwają, że położyli na coś zbyt mały nacisk, bo im wydaje się to jasne i oczywiste. Ale dla widza niezaznajomionego z pierwowzorem, nic tak wyraźne nie jest, a poruszenie tak trudnego tematu sprawia, że myśli i refleksje odbiorcy mogą odbiec od założenia producentów. Ale przeczytam, obejrzę raz jeszcze i wtedy, zapewne, moja opinia chociaż w części ulegnie zmianie.




Poniżej omówienie fragmentów filmu, ze spoilerami. Jeżeli chcesz to przeczytać, zaznacz tekst.
Komentując, pamiętaj o znaczniku *spoiler*, jeżeli chcesz coś zdradzić. Skupmy się także na wrażeniach z filmu, nie mieszajmy w to spoilerów z książki.


Moje poniższe czepianie się wszystkiego zapewne będzie wynikać z faktu, że nie czytałam książki. Film ograniczył się do pewnych wydarzeń a inne wyciął, ale, moim zdaniem, okazały się one dość istotne dla odbioru filmu. Zrozum więc moje zdanie - tak właśnie widziałam fabułę i przekaz, nie znając żadnych dodatkowych szczegółów.



  • Zacznijmy od Willa i faktu, jakim był egoistycznym dupkiem. Ja naprawdę rozumiem jego sytuację. Wiem, jak wiele stracił, że na wiele nie może sobie pozwolić po wypadku, że jego hobby i zainteresowania legły w gruzach. Naprawdę to rozumiem, bo sama musiałam z wielu rzeczy zrezygnować - dla zdrowia. Dał sobie i rodzinie pół roku. Jak się okazało, przez te kilka miesięcy wiele się zmieniło. Mógł mieć dobre życie, rozumiem, nie TAKIE SAMO, ale dobre, piękne. Ale zrezygnował z niego, bo on chciał skakać na spadochronie. Trzeba żyć przyszłością, nie przeszłością. I to rozumiem - depresja. Że nie chciał być uzależniony od innych. OK. Nie będę jednak ukrywać, że kwestia jego cierpienia jest podobno o wiele wyraźniej zaznaczona w książce i tam jego decyzja staje się nieco bardziej zrozumiała. W samym filmie natomiast tego cierpienia tak nie widać. Will postanawia umrzeć, bo jeździ na wózku i nie będzie mógł podrywać Francuzek. Serio? Uprę się, że za pół roku umrę i nie ważne, jak będę teraz szczęśliwy, może nawet bardziej, niż przez całe dotychczasowe życie, nie ważne, jak skrzywdzę tym swoich bliskich - uprę się i już. Tak to wygląda z perspektywy filmu.
  • Lou, główna bohaterka. Niby fajna, słodka, urocza, pomaga rodzinie się utrzymać (swoją drogą, czemu cała rodzina zwala na nią obowiązek zarabiania na pozostałych członków?), ale, uwaga - jest emocjonalnie związana z dwoma mężczyznami. I jakoś jej nie korciło, żeby zerwać kontakty z którymś z nich. Współczucie i poczucie obowiązku wobec Willa? Kwestia przyzwyczajenia z chłopakiem? Może. Ale nie przeszkadzało jej całowanie jednego i drugiego, jak widać. Brzydka dziewczynka. I o ile jej chłopak był od początku jakiś taki nieczuły i niezainteresowany dziewczyną, a tylko to bieganie i bieganie, to aż mi się go szkoda zrobiło.
  • Przepraszam, ale czy ten film jest zachęceniem do eutanazji? Bo w takich barwach wypada. Chory wygląda świetnie, śmieje się, chodzi na imprezy, kocha, ale w sumie chce umrzeć, więc mu na to pozwólmy. Chyba nie chciałabym pokazać tej ekranizacji osobie chorej, niepełnosprawnej w jakikolwiek sposób, bo łatwo jest wtedy zacząć myśleć o tym, czego już nigdy nie będzie się mogło doświadczyć przez swój stan zdrowia. Książka podobno o wiele więcej mówi o cierpieniu Willa i niejako można zrozumieć jego decyzję, natomiast film skupia się jednak na tym, że siedzę na wózku, nie mogę wstać, więc nie chcę żyć. Do tego wszyscy wokół, Will i cała rodzina głównej bohaterki poniekąd zmuszają Lou, żeby pojechała do Szwajcarii i oglądała śmierć chłopaka. Bo zna go pół roku i się w nim zakochała? Bo to jej wina? Bo nie pomogła mu zmienić zdania? Jednym słowem - żyj odważnie, czyli patrz na śmierć ukochanego, pomagaj mu umrzeć, a potem kup perfumy we Francji?


Jeżeli w komentarzu zawrzesz coś, co może być spoilerem, pamiętaj, dla dobra innych, o znaczniku *spoiler*.


Nie pokazujcie tego chorym - film "Zanim się pojawiłeś" (bez spoilerów + spoilery) Nie pokazujcie tego chorym - film "Zanim się pojawiłeś" (bez spoilerów + spoilery) Reviewed by Martha Oakiss on środa, czerwca 15, 2016 Rating: 5