Co jest w oponie? | Top Gear od środka | Richard Porter


Stereotyp głosi, że kobiety nie umieją prowadzić i nie powinny siadać za kółkiem. Ale przed ekranem, na którym wyświetlane są te kółka, chyba wolno nam siedzieć?!


Pozwólcie, że posłużę się w tym miejscu fachowym telewizyjnym żargonem: było to zwykłe gówno.
Zgadnijcie, cóż to za program: facet w hangarze zapowiada samochód, potem jeździ nim po placu. Następnie inny człowiek, ubrany w lateksowy, biały kombinezon, wsiada w inny samochód i jeździ nim w kółko. Wracamy do hangaru, gdzie mężczyzna z pierwszego ujęcia gada z dwoma innymi, po czym razem wsiadają do aut, by pojechać do innego kraju. Ponownie znajdujemy się w hangarze, gdzie ten sam mężczyzna urządza sobie pogawędkę na kanapie ze znanym aktorem, który również wsiądzie za chwilę w jakieś tanie Deawoo, by pojeździć w kółko. Jeżeli nadal nic Wam to nie mówi, to znaczy, że prawdopodobnie nie zdarza Wam się włączać BBC. Top Gear to jeden z najpopularniejszych programów motoryzacyjnych oraz jedyny, jaki oglądam. Połączenie faktów istotnych dla każdego fana czterech kółek z rozrywką, humorem, nawet kroplą dziecinności i charyzmatycznymi prezenterami podbijającymi serca kobiet, przez lata przyciągał przed telewizory widzów w każdym wieku. W tym mnie.

Top Gear składał się z najbystrzejszych, najbardziej oddanych swojej pracy i najbardziej przenikliwych osób, jakie tylko potraficie sobie wyobrazić. Z wyjątkiem mnie, bo nie dość, że oblałem maturę z matematyki, to jeszcze uważam słowo "kupa" za przezabawne. Ale cała reszta naszego zespołu była naprawdę wspaniała.
Być może dziwi Was, że sięgnęłam po lekturę tego typu, ale to jedynie sygnał, że jeszcze wiele o mnie macie szansę się dowiedzieć. Może nie znam się perfecto na autach, ale zaczęłam się nimi interesować i zdobywać o nich wiedzę chyba właśnie za pośrednictwem programu Top Gear. Chociaż nie do końca rozumiałam, gdzie znajdują się wszystkie uszczelki i termostaty, o których była mowa w poszczególnych odcinkach, to uwielbiałam Hammonda charyzmę i humor prowadzących, dzięki którym brak orientacji w temacie mi nie przeszkadzał. Podziwiałam scenariusze i pomysły twórców na kolejne testy samochodów, śmiałam się z wpadek, wpatrywałam się w ogień i dym buchający spod silnika i nawet nie wiem kiedy, zaczęłam rozróżniać marki samochodów po ich kształcie i wiedziałam, który z nich lepiej nada się do jazdy terenowej. A skoro w Top Gear od środka miałam okazję poznać Richarda Portera, a więc tego, który tworzył wszelkie scenariusze i gagi w programie i tego, który sprawił, że kobieta myląca gaz z hamulcem zainteresowała się motoryzacyjną paplaniną na ekranie - nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności.


Top Gear od środka to zbiór anegdotek na temat programu, których nie odkryjemy, oglądając odcinek w telewizji. Nie będziemy tu czytać o samochodach, a przynajmniej nie tylko o nich. Skupimy się raczej na materiale zza kulis; na tym, co dzieje się na planie, zanim na kamerze zaiskrzy czerwona lampeczka, na tym, co zostaje wycięte w montażowni oraz na nieco bardziej prywatnym życiu Jeremy'ego Clarksona, Jamesa May'a oraz Richarda Hammonda (♥) oraz tych, których nie widzimy w TV, ale bez których Top Gear nigdy nie ujrzałoby światła dziennego.
Nikt by nie pomyślał, że te luźne fragmenty, które oglądamy, są wynikiem aż tak ciężkiej pracy; że każda sekunda jest przemyślana i scena, którą widzimy, była kilkakrotnie zmieniana, by uchronić się przed wyrazem seksizmu czy brakiem zaskakujących wniosków. Okazuje się, że to nie są przypadkowo zebrane materiały, ale rozważnie przygotowane fragmenty, nad którymi pracowano tygodniami, a nawet miesiącami. Do tego te 22 uwielbiane przez fanów programu sezony, to w rzeczywiści jakieś 20% wszystkich pomysłów, które zostały wymyślone/stworzone/nagrane, ale nie pojawiły się na wizji.

Praca nad takim programem przypominała hodowanie lwa w charakterze zwierzęcia domowego. A my najpierw trzymaliśmy naszego lwa na zbyt krótkiej smyczy, przez co w ogólnie nie mógł zachowywać się jak na lwa przystało, a potem popadliśmy w drugą skrajność i spuściliśmy zwierzę ze smyczy. Skutek był taki, że w każdej chwili ktoś mógł zostać pogryziony, a do tego wszędzie walało się mnóstwo lwich kup.
Warto jednak zaznaczyć, że Top Gear od środka napisane zostało przez kogoś. Oznacza to, że stanowi subiektywny zapis tego, czego świadkiem był Richard Porter oraz jego prywatnych emocji. Nie możemy być pewni, jak praca nad programem wyglądała w rzeczywistości, szczególnie jeśli chodzi o dwa ostatnie rozdziały, które okazały się wyjątkowo poruszające. Cieszę się, że autor nie próbował na siłę oczyścić z grzeszków i zarzutów ekipy, która, poniekąd, jest winna wycofaniu audycji z ramówki BBC. Na ostatnich stronach w istocie wyczuwa się smutek, jednak przez resztę książki ewidentnie rządzi humor. Ironia i sarkazm wypływa z każdego zdania - uprzedzam jednak, że jest to typowo brytyjskie poczucie humoru, do tego czasem urozmaicone o profesjonalny, motoryzacyjny język. Osobiście uśmiech nie schodził mi z twarzy.


Top Gear od środka oprócz tego, że odkryje przed nami tajemnice tak uwielbianego przez miliony programu, może również zainspirować. Prawdopodobnie nie zwróciliście uwagi, gdy w napisach końcowych pojawiło się nazwisko "Richard Porter". Książka stworzona przez tego człowieka, program przez kilkanaście lat tworzony przez tego człowieka... Nie wiedzielibyśmy o ich istnieniu, gdyby nie ów Richard Porter. Wszystko zaczęło się od składania ubrań w sklepie odzieżowym. Można powiedzieć from zero to hero. Czy i Wam nie marzy się czasem zostać częścią czegoś wielkiego?

A swoją drogą, jakim trzeba być idiotą, by napisać książkę o swojej pracy w Top Gear?
Co jest w oponie? | Top Gear od środka | Richard Porter Co jest w oponie? | Top Gear od środka | Richard Porter Reviewed by Martha Oakiss on niedziela, kwietnia 10, 2016 Rating: 5