Chłopak bez głowy. Dosłownie | John Corey Whaley



Był sobie chłopak.
Chłopak, który zachorował.
Chłopak, którego nagle dopadła ostra białaczka limfoblastyczna.
Chłopak, który przestał walczyć.
Chłopak, który się poddał.
Chłopak, który umarł.
Chłopak, na którego ciele dokonano eksperymentu.
Chłopak, którego czaszka przeszła hibernację.
Chłopak, któremu odcięto głowę.
Chłopak, który ożył.



Mam z powieścią "Chłopak, który stracił głowę" ogromny problem. Z jednej strony doceniam, że John Corey Whaley chciał dotrzeć do młodych odbiorców i w przystępny sposób opowiedzieć im o trudnych tematach: chorobie, śmierci, utracie, wybaczaniu o godzeniu się z przyszłością. Nie jest prostym zabiegiem, by młodzież wszystko zrozumiała, pochyliła się przez chwilę nad tekstem poświęcając refleksji, ale nie przestraszyła. Tego właśnie próbuje od kilku lat John Green, którego usilnie starają się naśladować inni autorzy. Z drugiej strony wystąpiło w tej powieści kilka elementów, które nie pozwoliły mi na pokochanie tego, co wyszło spod pióra pana Whaley'a, ani na całkowite mu zaufanie, a wręcz obudziły pewne podejrzenia, że w opowieść wkradło się parę błędów i aspektów burzących dobrze zapowiadającą się całość.

Zacznijmy od tego, że Travis, główny bohater, "zasypia" jako nastolatek, po czym budzi się kilka lat później ze swoją głową, ale innym ciałem. Chwileczkę. Jego data urodzenia nie uległa przecież zmianie. Mimo nastoletniego ciała akt urodzenia wciąż jest ten sam, więc nie rozumiem wielu niedopowiedzeń, które pojawiły się w powieści. Prawdziwy wiek bohatera ciągle wisiał mi gdzieś nad głową i dostawałam pewne sprzeczne sygnały dotyczące dat, szkoły, prawa jazdy itp. Do tego chłopak opisywał wszystko tak, jakby nie było go kilkadziesiąt lat, jakby z epoki kamienia łupanego przebudził się nagle w czasach Facebooka. Rozumiem, że żyjemy w ciągle zmieniającym się świecie i na bieżąco możemy nie dostrzegać wielkich różnic, jednak nie wydaje mi się, by te zmiany były tak drastyczne, jak opisuje je Travis. Zniknęła nasza klasa, pojawiła się twarzoksiążka, okey, ale to jeszcze nie koniec świata! Zarazem główny bohater albo ma mętlik w głowie i nie do końca prawidłowo ułożony sufit, albo coś nie poszło w tworzeniu postaci. Nie chce bowiem starego życia, godzi się ze śmiercią, jednocześnie nie chcąc tego nowego. Co więcej, robi wszystko, aby w nowym ciele wrócić do tego, co było kiedyś, nie przyjmując do wiadomości, że życie innych się zmieniło i nastolatki dorosły. Nie wspominając o jego wręcz obsesyjnym zachowaniu w stosunku do dziewczyny sprzed lat oraz faktu, jak to właściwie do cholery możliwe, by przykleić głowę na inne ciało?! Zbyt wiele elementów nie trzymało mi się przysłowiowej kupy i odczuwałam pewnego rodzaju dysonans.

Niektórzy ludzie mówią, że umieranie w samotności jest gorsze niż sama śmierć. Może powinno spróbować samotności za życia. Człowiek zaczyna się dziwić, że w ogóle interesował go powrót.

Bez wątpienia jest to książka mobilizująca nas do głębszej refleksji. To, co opisuje w bardzo dobry sposób, to otoczenie chorego - uczucia przeżywane przez najbliższych podczas kolejnych badań i dawek chemioterapii, myśli rodziców, gdy dochodzi do nich, że mogą za chwilę stracić swe dziecko na zawsze. Nawet to, jak różnorodne są reakcje przyjaciół czy osób obcych podczas spotkania z niepełnosprawnym. To John Whaley przedstawił idealnie. Człowiek podczas lektury zaczyna myśleć o swoich bliskich i o tych, których nie ma już wśród nas. Zaczynamy rozmyślać o trapiących nas dolegliwościach, o przyczynach i źródłach pochodzenia tych wszystkich świństw pojawiających się na nowo w naszych organizmach. Bo czymże sobie zasłużyliśmy, by patrzeć w kalendarz ze strachem i niepewnością dnia kolejnego?

Podejrzewam, że "Chłopak..." jest jedną z tych książek, które odbiera się nieco inaczej, o ile przeżyliśmy coś podobnego, jak bohater historii. Ja, niestety, swoje wiem, przez co z łatwością wyłapałam pewne niedociągnięcia, chociaż dostrzegłam także niesamowity realizm klimatu szpitali i otoczenia osoby chorej. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was będzie to niezwykła podróż do wnętrza samego siebie, ja jednak, będąc zaznajomiona z podobnymi sytuacjami, nie poczułam tego, co powinnam - za mało przypominało mi to prawdziwe życie i zachowanie osoby z niepełnosprawnością.


Zobacz także:
Chłopak bez głowy. Dosłownie | John Corey Whaley Chłopak bez głowy. Dosłownie | John Corey Whaley Reviewed by Martha Oakiss on wtorek, kwietnia 05, 2016 Rating: 5