Królowa Tearlingu + Inwazja na Tearling | Erika Johansen | bez spoilerów | omówienie serii


Dziś zapraszam Was na bezspoilerową, luźną pogawędkę na temat pewnej serii, która co prawda nie ukazała się jeszcze w całości w Polsce, wciąż czekamy na trzeci tom, ale to niebawem się stanie (miejmy przynajmniej taką nadzieję). Tymczasem ja powiem Wam o niej nie zdradzając żadnych szczegółów dotyczących fabuły, więc możecie czytać śmiało nawet, jeśli nie znacie pierwszego tomu. A mówić będę o Królowej Tearlingu, Inwazji na Tearling i The Fate of the Tearling autorstwa Eriki Johansen.



Zacznijmy od zewnętrznej sfery tych powieści, bo to pierwsze, co rzuca nam się w oczy. Wydawnictwo wyszło naprzeciw naszym ukrytym, nieujawniającym się wcześniej pragnieniom, wydając całą serię w dwóch wersjach okładkowych. Możemy zakupić ją w twardej oprawie z amerykańską okładką, lub w miękkiej, brytyjskiej. Do wyboru, do koloru, wiem przecież, jak różne gusta i preferencje mamy książkoholicy, a wspaniała treść jest taka sama w obu wersjach.

Nie będę ukrywać, że przystępując do lektury, nie mogłam opędzić się od obaw. Nie jestem fanką powieści historycznych, a nawet, jeżeli wątki historyczne są małymi elementami w powieściach fantasy, są w stanie przysłonić mi uwielbianą przeze mnie magię czy romanse. Zazwyczaj mam ogromne problemy z przebrnięciem przez książki, w których na każdej stronie odnajdziemy królestwa, wojny, rycerzy i politykę. A wiedziałam, że właśnie to czeka mnie po przewróceniu pierwszej strony Królowej Tearlingu. Więc teraz pojawia się moje, jakże ambitne i elokwentne pytanie: WTF?! Czy ja zaczynam tolerować historię, czy też, w tej serii, została ona podana w tak przystępny sposób, że nie tylko udało mi się przez nią przebrnąć, ale nawet zakochać?

Seria od Eriki Johansen skupia się na dziewiętnastoletniej Kelsea żyjącej na odludziu, z dala od królestwa, a wręcz ukrywającej się w gęstwinach lasu i małej chatce. Pewnego dnia przychodzą po nią straże, by zabrać ją do zamku. Dziewczyna jest bowiem następczynią tronu, na którym będzie musiała teraz zasiąść. Wiąże się to z przymusem sprawiedliwego, ale i korzystnego dla społeczeństwa rządzenia państwem, dowodzeniem wojskami i kryciem się przed królobójcami. Dopóki wróg nie opuści na jej szyję miecza, czeka ją trudne, ale i godne życie.

PRZECZYTAJ: Królowa Tearlingu - recenzja

Przygotowując ten tekst przejrzałam kilka recenzji tej powieści i, o dziwo, znalazłam wiele negatywnych. Zdaję sobie sprawę i rozumiem, że wielu z Was może nie chwalić omawianej książki pod niebiosa i dzieje się to głównie z dwóch powodów. Jedni uważają ją za nudą, bo, nie ukrywam, akcji w tej serii nie znajdziecie wiele. Jeżeli już się coś dzieje, to na pewno zapiera dech, ale dzieje się dosyć rzadko. Skupiamy się raczej na opisach, rozmowach, historii i polityce. Razem z bohaterką możemy rozwikływać pewne sprawy i próbować przewidzieć kolejny krok wroga czy też odkryć zdrajcę. Mi te szczegółowe i dość długie opisy kompletnie nie przeszkadzały (jakim cudem?!), a wręcz pomagały przenieść się w stworzone przez autorkę czasy. Do tego wiele osób narzeka na licznych bohaterów. Przy czym "liczni", to za słabe słowo na to, co dzieje się w tej serii. Będziemy mieli okazję dokładnie poznać każdą służkę królowej Kelsea czy każdego jej strażnika. Ale, bo "ale" i tu być musi - nie jest to zapychanie stron zbędnymi informacjami. Okazuje się, że każda z postaci ma wpływ na akcję, a do tego jest stworzona mega realistycznie. Czytając, nie możemy się doczekać, aż wkroczy któryś z drugoplanowych czy epizodycznych bohaterów, bo już w głowie tworzy nam się scenariusz, jak mógłby się zachować. Są cudowni do tego stopnia, że to prawdopodobnie ich losy będziemy przeżywać bardziej, niż naszej młodej władczyni. Jednak nie z tego względu, że jest nijaka. Co to, to nie.

Podziwiam autorkę za to, co zrobiła z główną bohaterką. Dość rzadko się to zdarza. Zazwyczaj mamy do czynienia z cudownymi postaciami, które mają zachwycać nas na każdym kroku, które mają zabierać bogatym i dawać biednym stanowić nasz wzór do naśladowania. I tu właśnie dzieje się coś niespodziewanego, na co porwała się pani Johansen podejmując pewne ryzyko - nie było przecież pewności, jak my, czytelnicy, odbierzemy postać, która niejako budzi nas strach. Taka właśnie jest Kelsea. Widzimy, jak na przestrzeni kolejnych dni władza odbija na niej coraz ciemniejsze piętno, jak dziewczyna stopniowo się zmienia, aż jest w stanie podejmować kroki budzące w nas niepokój. Staje się prawdziwą bezwzględną i nieco przerażającą władczynią, jaką możemy zobaczyć, myśląc o czasach krwi i brutalności.

Właśnie. Ów krew i brutalność występuje tu w dość dużych dawkach. Opowieść o Tearlingu zaliczana jest do gatunku young adult, z czym nie mogę się do końca zgodzić. Każda kolejna karta będzie wręcz ociekać przemocą, seksem i egzekucjami, aż czasem ja spoglądałam na następne zdanie z lekkim obrzydzeniem. Nie jest to więc z pewnością powieść dla młodej młodzieży - czym młodzież starsza, czy też dojrzalsza, tym lepiej. Ale takie przecież było średniowiecze, więc autorka odwzorowała je w idealny sposób. Tu jednak pojawia się pewien fabularny supełek, bowiem nie do końca mamy do czynienia ze średniowieczem, z naszą historią. W rzeczywistości Erika Johansen opisuje naszą przyszłość; to, co stało się po Przeprawie, a wśród naszej ludności dało się zauważyć pewien regres. Dokładniejsze szczegóły na temat tego przeskoku czasowego możemy poznać w Inwazji, więc nie będę się tutaj zagłębiać w szczegóły.

PRZECZYTAJ: Inwazja na Tearling - recenzja

Ja więc jestem szczerze zaskoczona, że Królowa Tearlingu i Inwazja na Tearling spodobały mi się tak bardzo, że z wypiekami na twarzy czekam, aż nasze półki polskich księgarń zapełni tom trzeci tej serii. Tym bardziej jestem w szoku, że, tak jak mówiłam, seria tego pokroju nie miała prawa mi się spodobać, więc nie mam pojęcia, jakim cudem pochłonęłam w kilka dni dwie tak pokaźne cegiełki. Wiem, jak wielu z Was ma z tą serią problem, jak wielu z Was ją zaczyna, ale nie kończy. Rozumiem. Weźcie jednak pod uwagę, że wszystko to, co powinnam uważać za minus, przeobraziło się w plus - i to ogromny.
Jako ciekawostkę mogę Wam zdradzić, że Warner Bros zakupiło prawa do ekranizacji Królowej Tearlingu. Jeszcze wyżej skaczę i jeszcze głośniej piszczę, bo już nie mogę się doczekać, jak będzie wyglądał efekt końcowy. Tym bardziej, że naszą silną główną bohaterkę zagra Emma Watson, która bez wątpienia wyrosła nam na kobietę kick ass i bad ass i każde inne ass, bo i uroda i zdolności wręcz wylewają się z ekranu, gdy patrzę na dowolny film, w którym się pojawia. Kto się cieszy?




Koniecznie podzielcie się swoimi przemyśleniami lub przewidywaniami na temat całej serii!

Królowa Tearlingu + Inwazja na Tearling | Erika Johansen | bez spoilerów | omówienie serii Królowa Tearlingu + Inwazja na Tearling | Erika Johansen | bez spoilerów | omówienie serii Reviewed by Martha Oakiss on środa, kwietnia 06, 2016 Rating: 5