Adam Lambert | Koncert | 30.04.2016 | Warszawa


30 kwietnia 2016 był dla mnie wielkim dniem. Dniem, na który czekałam od kilku miesięcy. Wiedzcie bowiem, że Adam Lambert jest dla mnie wokalistą innym, niż wszyscy. To za jego sprawą zmieniło się moje życie. To on pierwszy obudził we mnie miłość do muzyki i on jako jedyny, przez swoje teksty i to, jaki jest, wpłynął na mnie, jako na osobę. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że Adam pojawi się w Polsce na swym własnym koncercie - i to jeszcze w mojej Warszawie! - nie mogłam uwierzyć i dojść do siebie.




Ale zacznijmy od początku...

HISTORIA

Adam po raz pierwszy usłyszałam w radiu z piosenką Whataya Want From Me. Od razu ją pokochałam i nie mogłam uwierzyć widząc jego dość polsko-brzmiące nazwisko. Okazało się, że Polakiem nie jest, ale nie przeszkadzało mi to śledzić jego karierę aż do dnia dzisiejszego
Jego pierwsza faza zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To właśnie wtedy zaczęłam nosić skóry i ćwieki, które porzuciłam wraz z nim - gdy wszędzie wokół zrobiła się na nie moda. On przechodził transformacje, a ja wraz z nim, chociaż nieświadomie. Nie rozumiałam, dlaczego nie jest w Polsce znany, dlaczego nikt nie wie, kogo słucham i dlaczego nikt nie zachwyca się jego osobą w takim samym stopniu, jak ja. Popularność wzrosła chyba w momencie trzeciej transformacji, dotarł do większego grona odbiorców. Ale nie zmienił się całkiem. Wciąż bez playbacku, wciąż za każdym razem występy się od siebie różnią i nigdy nie ujrzymy dwa razy takiego samego występu, bo sztuczność i wyreżyserowane zachowania to nie jego bajka. Teksty jego piosenek oraz osobowość jest ta sama i wciąż na mnie działa.



BILETY 

Biletów na koncert poszukiwałam od momentu, gdy usłyszałam, że Adam Lambert ma pojawić się w Polsce. Jako że był to mój pierwszy koncert (w wieku 22 lat, nieźle...), zdecydowałam się na trybuny, czyli bilety nieco droższe, ale gwarantujące uniknięcie szalonych, depczących mnie tłumów. Kupiłam je z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, ekscytacji nie było końca, chociaż wciąż po mojej głowie przewijały się wizje czarnych scenariuszy, przez które nie mogłabym pojawić się na koncercie. Jeden z nich się spełnił, ponieważ na to wielkie wydarzenie pojechałam z gorączką. Ale nic nie mogło mi stanąć na przeszkodzie ujrzenia mega idola na żywo. Tyle na niego czekałam, że katar nie mógł wykluczyć mnie z wydarzenia, które, kto wie, może już nigdy więcej się nie wydarzy.

CZEKANIE 

Wiadomo, że stanie w kolejce kilka godzin nigdy nie jest przyjemne. Szczególnie przy takiej pogodzie, więc współczuję wszystkim dziewczynom, które postanowiły przyjść w krótkich miniówkach (i przypominam, że Adam i tak by się nimi nie zainteresował ;) ). Ale przy tak wyborowym towarzystwie aż miło się czekało - Natalia z Książkowe Kocha Nie Kocha oraz Natalia z Recenzje Natalii - dziękuję Wam serdecznie. Nie wspominając o naszych szalonych planach na bezpruderyjne wciśnięcie się na salę i scenę (i do garderoby Adasia)



KONCERT 

Tu nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego. Po prostu nie. Jeszcze nigdy nie miałam takich dreszczy, jeszcze nigdy w moim sercu nie przewracało się tyle emocji. Oczywiście pojawiły się moje ukochane piosenki z pierwszej płyty Adama, For Your Entertainment, od której wszystko się zaczęło, te z drugiej, bardziej buntowniczej, po drobnej metamorfozie, Tresspassing, i najnowsze, z The Original High, zmierzające w klubowe klimaty - wszystkie cudowne. Światła, znakomici tancerze i sam Adam... Punkt kulminacyjny, który wywoływał ogłuszające piski wszystkich obecnych. Widać też, że sam Adam był w szoku takim odbiorem. Polska to jakieś malutkie państewko, kto by się spodziewał, że będzie takie szaleństwo! Członkowie zespołu robili zdjęcia publiczności, a Adam rozmawiał z nami i prowadził muzyczne zabawy o wiele dłużej, niż na innych koncertach. Ewidentnie był zachwycony tym przywitaniem i mam nadzieję, że zdecyduje się jeszcze do nas wrócić. Ale, wbrew pozorom, tego nie da się opisać. To trzeba przeżyć. 


ATMOSFERA 

Po pierwsze - Adam. Jego mowy, żarty, śmiech, ruchy taneczne (i majtki pojawiające się na scenie) - to jest nie do opisania. Wszyscy poczuliśmy się jednością, niezależnie od płci, rasy, pochodzenia czy orientacji, sam to nam powtarzał. Adam sprawia wrażenie tak cudownego i sympatycznego człowieka, że nie sposób być w jego towarzystwie spiętym. Atmosfera na płycie na pewno różniła się od tej na trybunach. Jednak my nie byliśmy dłużni publiczności na dole, nikt z nas nie siedział i, gdyby nie ochroniarze, pewnie wyskoczyłybyśmy przez barierki, by być jeszcze bliżej naszego idola. 


PODSUMOWANIE 

To było niesamowite wydarzenie i niezapomniana przygoda. Adam jest dla mnie nie tylko wokalistą o cudownym, oryginalnym głosie, ale także autorem pięknych, inspirujących tekstów i człowiekiem niezwykle dowcipnym i inteligentnym do tego stopnia, że jego słowa wpłynęły na mnie do głębi i zmobilizowały do podjęcia pewnych kroków i wprowadzenia zmian w mej osobie. Raz już to zrobił, 7 lat temu. A teraz zrobił to że zdwojoną siłą. Mam nadzieję, że pojawi się u nas ponownie ze swoim solowym materiałem (bo występuje również jako wokalista zespołu Queen). Co następnym razem zrobię inaczej? Wtedy rzucam się pod scenę.


Adam Lambert | Koncert | 30.04.2016 | Warszawa Adam Lambert | Koncert | 30.04.2016 | Warszawa Reviewed by Martha Oakiss on niedziela, maja 01, 2016 Rating: 5