Jestem szklana i pękam... "Szklany Miecz" Victoria Aveyard [PRZED PREMIERĄ]


Zazwyczaj, gdy odkrywamy w sobie coś nowego, innego, gdy zachodzi wewnątrz nas jakaś większa zmiana, odbija się to na naszych myślach, czynach i relacjach ze środowiskiem. Niestety, czasem ta zmiana nie podoba się naszemu otoczeniu. Wtedy zostajemy sami.

Uciekam, odkąd pamiętam. Uciekałam jeszcze w Palach, na długo zanim to wszystko się zaczęło. Unikałam rodziny, swojego losu, wszystkiego, czego nie chciałam czuć. I dalej to robię, wciąż biegnę przed siebie. Wymykam się tym, którzy chcą mnie zabić - i tym, którzy chcą mnie pokochać.
Świat rządzi się swoimi prawami - segregacją ludności na lepszych i gorszych. Lepszymi są Srebrnokrwiści, w których żyłach płynie srebrzysta krew, a oni sami zdolni są do wielkich rzeczy dzięki paranormalnym zdolnościom. Tych, których rany oznaczają się zaróżowieniem i których krew brudzi dywany szkarłatnym odcieniem, Czerwonokrwistych, uznaje się za pospólstwo i traktuje jak służbę. Jednak nastoletnia Mare odkrywa, że nie należy do żadnej z tych grup, choć w rzeczywistości mogłaby zaliczyć się do dwóch jednocześnie. Jest dziwnym odmieńcem, którego jedni chcą wynieść na piedestał, a inni zabić...

Kiedy, nie dalej niż rok temu, na naszym rynku pojawiła się Czerwona Królowa Victorii Aveyard, wśród czytelników rozpętała się zażarta wojna dyskusja. Część osób zachwycała się piórem autorki, jej pomysłami, nagłymi zwrotami akcji i sposobem, w jaki nie pozwalała się oderwać od lektury. Po drugiej stronie frontu stali jej wrogowie twierdzący, że Aveyard w sprytny sposób ułatwiła sobie pracę nad powieścią łącząc kilka znanych książek czy filmów, racząc nas przez to odgrzewanym kotletem. A potem wchodzę ja, która, mimo że zauważa pewien brak świeżości w tej historii, i tak czuje się zachwycona wydarzeniami i ma ochotę rozerwać autorkę za wszelkie feelsy, jakich dostarczyła. 
Po czym pojawia się tak bardzo wyczekiwany przeze mnie Szklany Miecz.

 - Miłość zaślepia.
 - Każdy rozumie miłość na swój sposób.
 - Nie wiem, czy ty w ogóle potrafisz kochać.

Nie wiem, czy moja opinia przybierze taki ton ze względu na wiele pozytywnych opinii innych recenzentów, szczególnie Jessego, z którym zazwyczaj jesteśmy jednomyślni. Nie jestem w stanie potwierdzić jego słów, jakoby Miecz był lepszy od Królowej, przynajmniej w moim mniemaniu. Obawiam się, że i Aveyard dopadł syndrom drugiego tomu, przez co większa część powieści, najzwyczajniej w świecie, mnie nużyła. Skupiła się bowiem na podróżach, szukaniu innych postaci, przez co miałam wrażenie, że każdy kolejny rozdział jest lekką przeróbką poprzedniego: szukamy, znajdujemy, walczymy, przekonujemy, wracamy. Przywodziło mi to na myśl każdy środkowy tom znanych nam trylogii, z naciskiem na dystopie - W pierścieniu ognia, Zbuntowana czy Sekret Julii. Ale! Bo 'ale' oczywiście być musi. Przyznam, że dzięki tym wyprawom mieliśmy okazję poznać nieco bliżej bohaterów spotkanych w pierwszym tomie, przyjrzeć się im i zrozumieć ich pewne motywacje i dążenia. Do tego pojawiło się wiele nowych postaci, które swoimi różnorodnymi charakterami urozmaicały mi podróż przez kolejne strony. Najbardziej jednak skupiłam się na naszej narratorce, Mare, której zmiany zachodzące na przestrzeni rozdziałów zaczęły mnie nieco przerażać. Nie jest tą samą wystraszoną osobą, stała się odważniejsza, ale chyba nie jest to zmiana na lepsze. Odwaga ta wiąże się z działaniem bez skrupułów, z pewnym zimnem, które zaczęła roztaczać wokół siebie. Odmiana tak okazała się dość znacząca i losy jej i  innych postaci potoczyły się inaczej, niż moglibyśmy zakładać. Dlatego jestem niezmiernie ciekawa finału tej trylogii.


Niepodważalnym plusem serii jest przyjemny sposób pisania Victorii Aveyard. Rozpoczynając lekturę zdawałam sobie sprawę, że nie wiele pamiętam z poprzednich wydarzeń. Ku mojej uciesze okazało się jednak, że mimo braku typowych retrospekcji z Królowej, nie mam większego problemu ze skojarzeniem faktów lub przypomnieniem sobie poszczególnych osób. Autorka również ściśle trzyma się motywu przewodniego z pierwszego tomu - Każdy może zdradzić każdego i wielokrotnie nam go prezentuje. Sprawia to, że momentami nie wiemy, kiedy dana postać mówi prawdę, kiedy zdradza, kiedy pomaga, a kiedy robi coś dla własnych korzyści; nie wiemy, kto stoi po stronie dobra i czym właściwie to dobro w danym momencie jest.

Szklany Miecz okazał się być dobrą kontynuacją, choć nie genialną i z pewnością nie przebił swojej poprzedniczki. Choć powieść można uznać za schematyczny przejaw dystopii z podziałem ludności na bogatych i biednych, który doprowadza do wzniecenia buntu, na czele którego staje główna bohaterka, to jest w niej jednak ta nutka nowości, czegoś niespodziewanego, co może na nas wyskoczyć zza rogu. Jaka nie byłaby środkowa część Miecza wiedziałam, że emocjonujące, niespodziewane i łamiące serce zakończenie wszystko mi wynagrodzi - i nie pomyliłam się. Teraz pozostaje mi czekać na zakończenie serii, w którym - nie wątpię w to - feelsom nie będzie końca.

Nawet jeśli jestem mieczem, to nie zostałam zrobiona ze stali, ale ze szkła, i czuję, że powoli zaczynam pękać.

Książka dostępna w Polsce i zrecenzowana dzięki Wydawnictwu Otwarte / Moondrive.
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Jestem szklana i pękam... "Szklany Miecz" Victoria Aveyard [PRZED PREMIERĄ] Jestem szklana i pękam... "Szklany Miecz" Victoria Aveyard [PRZED PREMIERĄ] Reviewed by Martha Oakiss on wtorek, lutego 16, 2016 Rating: 5