Nerve | film: AKCJA, MŁODZIEŻ i POKEMONY | reż. Henry Joost, Ariel Schulman |


29 sierpnia miałam okazję obejrzeć przedpremierowo film Nerve, który na ekrany polskich kin wchodzi drugiego września. Spodziewałam się gniota jakich mało. Dlaczego i jak zmieniła się moja opinia?

Film Nerve jest thrillerem (chociaż ja nazwałabym go filmem sensacyjnym dla młodzieży) powstałym na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa Jeanne Ryan. Książki, tu warto zaznaczyć, która pojawi się u nas wraz z premierą filmu, a która za granicą zbiera niezwykle negatywne opinie. Dlatego też, wybierając się na seans, nie spodziewałam się niczego przełomowego, czekałam na dość głupiutką komedyjkę, która szybko wyparuje z mej pamięci. Pomyliłam się. O ile nie jestem w stanie ocenić, jak wygląda to w sytuacji książki, ponieważ nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać, to domyślam się, skąd biorą się negatywne opinie na jej temat. Ale o tym za chwilę. Przejdźmy do ekranizacji.


Nerve jest aplikacją na telefony, w której wybieramy, czy stajemy się obserwatorem, czy graczem. Aplikacja ta pozwala na zarabianie pieniędzy, które wpływają na nasze konto po nagraniu wykonanego przez nas wyzwania narzuconego przez program. Początkowo sumy są niskie, a wyzwania bajecznie proste, ponieważ nie wydaje się, by w przymierzeniu sukienki było coś nadzwyczajnie trudnego. Jednak wraz ze wzrostem liczby naszych widzów wzrastają sumy, o które gramy, a także poziom trudności zadań. Są one bowiem tworzone przez obserwatorów na podstawie przeanalizowanych przez aplikację profili ludzi na facebooku, instagramie czy youtubie, przez co program komputerowy zdaje się znać nasze słabe punkty. Wyzwania stają się coraz bardziej niebezpiecznie. A walka o finał i bogactwo zmienia ludzi w potwory, które są w stanie zrobić wszystko dla zwycięstwa.


Można by się spierać, na ile realny jest pomysł na fabułę. Sama początkowo uważałam, że taka aplikacja byłaby dobrym bodźcem popychającym kogoś nieśmiałego do wykonania pewnego wyzwania (tak, myślałam tu o sobie). W nagrodę nie dość, że można by otrzymać wynagrodzenie, to jeszcze zwalczyć swoje demony. Jednak nie chciałabym uzyskać takich skutków ubocznych, jakie pojawiają się w Nerve. Nie zmienia to mimo wszystko faktu, że chociaż takiej aplikacji jeszcze nie ma, to nie jesteśmy od niej tak daleko. Ten film niejako uświadamia nam, jak wiele opowiadamy o swoim życiu na portalach społecznościowych, jak wiele można z tego wywnioskować na temat nas samych, a potem przeciw nam użyć. To także zaprezentowanie pewnego poświęcenia, jakie jesteśmy w stanie - nawet nieświadomie - ponieść na rzecz zdobycia kolejnych polubień, subskrypcji czy obserwatorów. Skojarzenia do tak modnej aktualnie gry Pokemon Go również nie są bezpodstawne, bo już teraz zapuszczamy się w nieznane, czasem niebezpieczne miejsca tylko po to, by zdobyć wirtualnego zwierzaka.


Wracając na chwilę do pierwowzoru filmu: domyślam się, skąd mogły wziąć się negatywne opinie na jego temat. Dla mnie głównym plusem ekranizacji okazała się pędząca akcja oraz kadry, które początkowo mnie irytowały, a które z czasem pokochałam. Film staje się wyjątkowy dlatego, że przez jego większą część nie obserwujemy wydarzeń z perspektywy osoby trzeciej, ale sprzętu. Często patrzymy na wydarzenia jakoby z wnętrza komputera czy telefonu, widząc odwrócone strony internetowe, które czytają bohaterowie. Inny przypadek to kadry przypominające te nakręcane telefonem komórkowym, na zasadzie selfie, z trzęsącej się ręki i z zakłóceniami. W pierwszej chwili nie byłam przekonana do tego zabiegu, czułam się rozproszona, jednak chwilę później wiedziałam, że w tym tkwi wyjątkowość filmu - dzięki temu czułam się bardziej związana z poszczególnymi postaciami, a wszystkie wydarzenia przeżywałam bardziej, gdy czułam się ich częścią, gdy patrzyłam na nie jak bohaterowie, a nie ukryty widz. Tu pojawiła się moja myśl dotycząca książki, bowiem, skoro najbardziej w ekranizacji podobały mi się efekty, to wiadome jest, że niemożliwością byłoby ich opisanie w formie języka pisanego. Możliwe więc, że książka wykazuje się genialnym pomysłem, jednak niezbyt dobrze wykonanym lub po prostu trudnym do przedstawienia za pomocą druku - a dynamiczne obrazki w tej historii na pewno działają na korzyść.


W głównych rolach zobaczymy cudownego (jak dla mnie) Dave'a Franco, którego czepiać się nie będę, bo całkiem nieobiektywnie stwierdzam, że on zawsze gra dobrze. Natomiast Emma Roberts początkowo pasowała mi do roli nieśmiałej dziewczynki ukrywającej się w cieniu innych, jednak z czasem robiła niewyobrażalne rzeczy, wciąż zostając tą nieśmiałą dziewczynką z zapałkami. Jej postać zmieniała się zbyt szybko, natomiast ona sama w sobie nie zmieniała się wcale. Momentami miałam wrażenie, jakbym oglądała film Disney'a i czekałam, aż zaczną śpiewać i tańczyć. W efekcie śpiewał i tańczył tylko Dave.


Nie uważam, by film ten był czymś wyjątkowym. Opiera się głównie na motywie dużo-szybko-kolorowo, a więc czymś, co powinno zainteresować osoby młode, przyzwyczajone do szybkiego stylu życia. To głównie dobra zabawa oparta na wielu wydarzeniach i akcji, przez którą nie ma czasu oderwać wzroku od ekranu. To także dobry bodziec do refleksji dla osób, które w jakiś stopniu czują się uzależnione od internetu lub w mediach działają. Jeżeli kiedykolwiek zależało Wam na liczbie łapek w górę, subskrypcji czy komentarzy, to Nerve pokaże Wam, do czego taki stan rzeczy może doprowadzić. Szczerze - po wyjściu z kina nie mogłam powiedzieć o nim nic złego, wręcz przeciwnie, zastanawiałam się, jak twórcom udało się mnie zaskoczyć, że mało nie wyskoczyłam z krzesła. Zapewne odbiór zależy również od nastawienia, ponieważ zjechałam Iluzję 2 oraz Zanim się pojawiłeś chyba tylko dlatego, że spodziewałam się czegoś lepszego. Tymczasem, gdy po Nerve oczekiwałam nudy i płytkości, poczułam się zachwycona tym, co otrzymałam.


Nerve | film: AKCJA, MŁODZIEŻ i POKEMONY | reż. Henry Joost, Ariel Schulman | Nerve | film: AKCJA, MŁODZIEŻ i POKEMONY |  reż. Henry Joost, Ariel Schulman | Reviewed by Martha Oakiss on środa, sierpnia 31, 2016 Rating: 5