Do (dwóch) wszystkich chłopców, których kochałam | Jenny Han | Recenzja


Po Do wszystkich chłopców, których kochałam sięgnęłam za licznymi namowami innych blogerów i czytelników. Spodziewałam się cudownej i uroczej lektury. Urocza zaiste była, ale z z tą cudownością bym nie przesadzała.



Nastoletnia Lara znalazła sposób na poradzenie sobie z kilkakrotnie złamanym sercem - napisała listy do każdego chłopaka, którego kiedyś kochała, wygarniając mu wszystkie wady i zarzuty. Jest to jest mini-terapia, ponieważ listy wciąż tkwią na dnie szafy. Do czasu. Jakimś cudem (nie takim trudnym do przewidzenia) wszystkie listy trafiają do adresatów. Jak dziewczyna ma teraz wrócić do szkoły i spojrzeć w oczy tym wszystkim facetom?

Jeśli miłość porównać do opętania, to moje listy byłyby jak egzorcyzmy, które uwalniały mnie od męki. A przynajmniej miały uwolnić.

Swoją opinię powinnam zacząć od pewnego szczegółu, bo nie chciałabym, byście odebrali ją wyjątkowo negatywnie - zupełnie czegoś innego się spodziewałam. Opis książki sugeruje młodzieżowy romans z ciekawym plot twistem, tymczasem jest to najsłabszy punkt całej historii. O wiele lepiej opisuje ona relacje rodzinne, z naciskiem na te siostrzane i gdyby to na nich się skupić, mogłabym ocenić ją o wiele wyżej. A do tego wniosku doszłam po zakończeniu całej lektury, bo wciąż i wciąż czekałam na fajerwerki, których jednak nie dostałam - a po zastanowieniu stwierdziłam, że te najlepsze fragmenty przeszły mi koło nosa na drugim planie.

Większą część powieści się nudziłam i nie mogłam zrozumieć rozterek męczących główną bohaterkę. Wszystko - jak okładka - było słodkie i różowe, a Lara pełniła rolę biednego szczeniaczka patrzącego na nas z pochyloną główką oczętami kota ze Shreka. Przede wszystkim oczekiwałam, że rzeczywiście nastąpi nagłe spotkanie wszystkich chłopców, których Lara kochała - jak w Mamma Mia. Tymczasem utworzył się trójkąt miłosny, w którym dziewczyna musi zadecydować, czy wybierze grzecznego chłoptasia, czy bad boy'a i udawać związek z jednym, by wzbudzić zazdrość drugiego. Całe szczęście przynajmniej, że rozwiązanie tego trójkąta nie jest takie, jakie być mogło w większości podobnych książek. Cieszę się, że Lara zdecydowała się  na TEGO i podejrzewam, że dopiero teraz, w kolejnych tomach, cała historia mogłaby się rozwinąć i nabrać smaczku.


Do wszystkich chłopców, których kochałam, było dla mnie powieścią o relacjach rodzinnych i siostrzanych i pokazaniu, że czasem nie warto oceniać człowieka po pozorach. Relacje te jednak zostały przykryte uroczą, słodką miłością, kiedy to coś udajemy, a potem dostrzegamy w oku drugiej osoby ten magiczny błysk. Nie jest to jednak nic przełomowego i nic, do czego będę wracać w kolejnych latach. Nie wiem nawet, czy żałuję, że nie ukaże się u nas polska wersja drugiego tomu tej serii, bo najzwyczajniej mnie do niej nie ciągnie. Może kiedyś, od niechcenia, przeczytam ją w oryginale, bo to bez wątpienia powieść w typie readable.

Materiał przygotowany we współpracy z księgarnią internetową Nieprzeczytane.pl

Do (dwóch) wszystkich chłopców, których kochałam | Jenny Han | Recenzja Do (dwóch) wszystkich chłopców, których kochałam | Jenny Han | Recenzja Reviewed by Martha Oakiss on środa, listopada 30, 2016 Rating: 5