WYWIADÓWKA / Kathrin Szczepanik



Dziś zapraszam Was serdecznie na pierwszą odsłonę mojego nowego cyklu zatytułowanego Wywiadówka, w którym będę przeprowadzać wywiady z autorami i blogerami.


Dziś mam zaszczyt przeprowadzić wywiad z Kathrin Szczepanik, której książkę Pod Skrzydłami Matki Mroku recenzowałam TUTAJ. Ten mix damskiego Sherlocka i wampirów zawładnął moim serduszkiem, więc jestem niesamowicie szczęśliwa, że pani Kathrin zgodziła się odpowiedzieć na kilka moich pytań.

......................................................

Na początek – serdecznie dziękuję, że znalazła Pani czas na udzielenie mi wywiadu. Zacznijmy od pytania, które z pozoru może wydać się łatwe – kiedy i dlaczego zaczęła Pani pisać?
Zaczęło się przypadkowo i niewinnie - od fantazji.
Po przeczytaniu książki, obejrzeniu filmu lub odcinka jakiegoś serialu odbiorca zadaje sobie pytania: co było dalej? Jak mogła się potoczyć historia, gdyby bohater postąpił inaczej? A ilu z nas wcielało się w jednego z bohaterów lub stworzyło nową rolę w tym świecie fantazji, aby móc w nim uczestniczyć? Od tego się zaczęło - przypadkowo.

Nigdy nie zaczęłam pisać w celu wydania książki. Zaczęłam wymyślać wydarzenia i przypadki wspomnianym sposobem. Któregoś dnia postanowiłam je spisywać (już w tym czasie studiowałam), aż dojrzałam do momentu napisania pierwszego rozdziału (dla rozrywki). Wszystkie dotychczasowe pomysły poczęły się przeobrażać, by dopasować się do mojego zmyślonego świata.

Dlaczego w ogóle zaczęłam pisać? Wydaje mi się, że doświadczenie pobudza wyobraźnię i uskrzydla odbiorcę sztuki (a ma ona sporo form). Umysł wypełnia się własnymi pomysłami, aż zaczyna się przelewać. I wtedy najlepiej go opróżnić, spisując te pomysły. Innym impulsem do zrobienia pierwszego kroku (dla mnie napędzający argument) była forma spędzenia czasu − to sposób na odpoczynek. Poważnie! Nie myślałam o pracy i tak powstały pierwsze rozdziały podczas mojego urlopu (chwała, że padał wtedy deszcz).

Czy oprócz pisania ma Pani jakieś inne talenty, zainteresowania, hobby?
Zainteresowania - oj, tak. Owszem, posiadam <szeroki uśmiech>. Jestem ogromnym miłośnikiem kultury japońskiej. Zakochałam się w ich mitologii, zwyczajach oraz w nietypowym, a jakże harominijnym połączeniu tradycji z nowoczesnością.
Długi czas ćwiczyłam jogę (powroty po przerwie zawsze są najtrudniejsze, ale każdy ma szansę na ponowne "odrodzenie feniksa" - don't worry, be happy).

Bardzo lubię oglądać taniec artystyczny, podziwiać arty i wsłuchiwać się w muzykę, zazwyczaj, instrumentalną. Filmy i książki są tymi prawdziwymi bramami, prowadzącymi do istnych skarbów i mogę tylko zachęcić do ich odkrywania. Nie jestem znawcą, a już na pewno nie ekspertem w dziedzinie literatury, więc nie ma nic piękniejszego od zamiłowania, które wciąż rozwija, zaskakuje i pozwala wyrosnąć skrzydłom. Brzmi patetycznie? Choć raz posmakujesz tego prawdziwego zachwytu, to trudno zrezygnować z czegoś, co w tak prosty sposób uszczęśliwia.

Gdyby mogła Pani na jeden dzień przenieść się do umysłu innego pisarza, to kto by to był i dlaczego?
Darynda Jones. Autorka przygód Kostuchy (cykl " Charley Davidson"), której trzeci tom pojawił się niedawno w Polsce. Dla osób, które jeszcze nie miały przyjemności poznać Charlie, moja opinia o samej bohaterce:
Cóż bardziej potrafi rozbawić, natchnąć entuzjastyczną siłą, rozbudzić zmysły wyobraźni i doprowadzić do głośnego śmiechu nawet w pełnym ludzi lokalu, niż przygody niepowtarzalnej i najpopularniejszej Kostuchy? No właśnie dobre pytanie... Zapewne Charley Davidson znałaby adekwatną i pikantną odpowiedź! Ja z mojej strony mogę jedynie powiedzieć, że przygody nadpobudliwej pani detektyw są dla mnie niepowtarzalną przygodą, chwilami zaskoczenia i prawdziwą przyjemnością, choć swym niewyparzonym językiem potrafi wylać na otwarte rany tabasco...

Koniec wstępu, pora przejść do sedna sprawy. Po takich doświadczeniach nasuwa się istotne pytanie: co dzieje się w głowie twórcy, który tworzy taki świat nie tracąc przy tym pędu, humoru, napięcia i namiętności? Jak można zachować taką równowagę i bezkatnie przeskakiwać między humorem a prawdziwą gęsią skórką?

Móc poznać tok myślenia Daryndy Jones od poszewki byłoby zapewne niebywałą przygodą i odkryciem. Odnaleźć się w tym chaotycznym świecie na pewno wyostrzyłoby zmysły i apetyt na większą podróż. Autorka pisze z taką lekkością, że byłam zmuszona się hamować i porcjować sobie strony, żeby książka za szybko się nie skończyła. Nie byłam gotowa opuścić myślami tego świata! Po przeczytaniu dręczył mnie książkowy kac - przez co najmniej tydzień...

Jak związać czytelnika swoim pomysłem na świat? Wydaje mi się, że właśnie ta autorka znalazła sposób!

Jak to się stało, że zdecydowała się Pani połączyć kryminał, detektywa niczym Sherlock Holmes, z wampirami?
Prawdę powiedziawszy zaczęło się od wampirów i XIX wieku. Moje, przez lata, spisywane pomysły zawierały dialogi i opisy o raczej uszczypliwej naturze, ale także romantyczne zbliżenia, albo dramatyczne zdarzenia (jak mi się wówczas wydawało).
Nim jednak zaczęłam to sklejać w całość wiedziałam, że bohaterka potrzebuje sensownego celu. Przeciwnika, z którym może się zmierzyć. Jakiś punkt zaczepny, który nakłoni ją do zmiany swojego postępowania, przekroczenia własnych granic, a może i odkrycia swojej kruchej/ słabej strony. Dlatego był to początkowo Inkubus, jako że zaczęło się wszystko od dzieci ciemności. Ale któż może więcej namieszać niż nieobliczalny człowiek?

Któregoś wieczoru oglądałam z rodziną reportaż o Kubie Rozpruwaczu. Zawsze uwielbiałam tę historię, ponieważ do dzisiaj nie wiadomo kim on naprawdę był, a to czyni go legendą. Minęło kilka dni od obejrzenia programu, aż zaczęło mi w głowie świdrować, że może Gabriela (wówczas jeszcze bezimienna) powinna rozwikłać zagadkę, której nikt nie rozwiązał? I boom! Zaczęłam mieszać w kotle składniki...

Domyślam się, że stworzenie tak szczegółowej książki związanej z Londynem, kiedy przebywa się w Polsce, wymagało wielu przygotowań i poszukiwań – zarówno jeśli chodzi o sprawy kryminalne, broń czy geografię. Jak sobie Pani z tym radziła?
Hihi! Pisanie miało mnie odprężać, a chwilami czytałam i uczyłam się więcej, niż na czekające mnie egzaminy... Coś sobie ubzdurałam, a jako że genów się nie da zmienić, mój upór nie popuszczał.

To prawda. Nie mogłam zacząć pisać ot tak bez porządnej podstawy. Moim głównym źródłem był oczywiście internet, który gdzieś tam skrywał te informacje, które poszukiwałam. Ogromną pomocą były wówczas filmy o podobnej tematyce (np. "From Hell", "Van Helsing") oraz książki Lisy Kleypas. Jej romanse historyczne jako pierwsze wciągnęły mnie w wiktoriańską atmosferę i pozwoliły wtopić się w mentalność tamtejszych czasów.

Fakty. Musiałam przestudiować mapy dawnego Londynu. Najtrudniej było znaleźć mapę z rozłożonymi wówczas torami kolejowymi. Notka na serwetce: poznać ustrój polityczny i ważne osobistości, legendy jak Inkubus, Walpurgia - zgodne z historią. Dużo czasu zajął sam research na temat Kuby Rozpruwacza - nie polecam oglądać oryginalnych zdjęć zrobionych jego ofiarom z materiałów śledczych, kiedy mamy słaby żołądek. Nie spałam trzy noce...
Nazwy strojów i zwyczajów (moda na język francuski), budowa broni i daty jej produkcji. To dość powszechne informacje, ale dociekałam, czy były też zgodne z historią.

"Czy mogę napisać, że dodał lód do whisky?" - mogę, bo choć zamrażarki jeszcze jako takiej nie było, lód posiadali.
"Czy mogę napisać, że jedli ciasto z truskawkami?" - tak, bo wówczas prowadzono już import.
"Jakie nadać moim bohaterom imiona?" Cóż... Przeszukujemy rejestr hrabstw na terenie Anglii z XIX wieku. Ku zaskoczeniu wypisano tam nawet żony, więc i żeńskie imiona znajdziemy <uf, jest nadzieja na sens!>.

Przywołując jakąkolwiek postać rzeczywistą, musiałam być pewna, że przedział czasowy narzucony przez historyczne morderstwa Rozpruwacza pokrywał się z nowym faktem. Przykładowo bracia Grimm. Po tym jak sprawdziłam, że panowie byli już znani, natrafiłam na kolejną przeszkodę. Bardzo trudno było znaleźć ich oryginalne bajki, choć znałam ich ogólny zarys. Ale dla chcącego nic trudnego...

Zdarzało się, że spędziłam dzień na szukaniu jednej informacji, przykładowo ile mil w jakim czasie pokona koń, zaprzężony w dorożkę z trzema pasażerami, po drodze nie asfaltowej rzecz jasna (plus przerwy dla konia), by móc napisać jedno zdanie: podróż do Bedford trwała cztery godziny...

Jako że nie jestem historykiem, ani znawcą, a jakikolwiek faux pas nie wchodziło w grę - szlifowałam suche fakty po to, aby móc z czystym sumieniem w końcu trochę rozmiękczyć to ciasto, dodając mojej fantazji o innym świecie, szczypty miłości, dwie szklanki humoru i około pół litra tajemnicy. Czy się udało? To może mi jedynie powiedzieć czytelnik <śmiech>.

Wyobraźmy sobie, że Pod Skrzydłami Matki Mroku zostaje zekranizowane. Jakich aktorów widziałaby Pani w głównych rolach?
To stanowczo najtrudniejsze pytanie! Trzeba ponownie dać się ponieść wodzom fantazji... Hm... Pozwolę sobie bezkarnie pofolgować! Jako że nie chcę spoilerować, podam tylko kilka przykładów.

Bohaterowie drugoplanowi
Ludzie
Alphonse - Harrison Ford (uczony odkrywca, inteligentny tata)
Victoria - Julianne Moore (żywiołowa, "głośna", ale i opiekuńcza oraz rozsądna mama)
Sheska  - Jennifer Aniston (wszędzie jej pełno, zachowaniem wywołuje serdeczny uśmiech na twarzy)

Dzieci ciemności
Beatrice - Lily Collins (młodziutka twarz, dostojna, lecz w chwilach uniesienia głośna)
Alissa - Hayden Panettiere (anielska twarz z psotną naturą)
Vladimir - Brian Cox I (widzę go wciąż jako rosłego dżentelmena, jak w filmie "Red")

Bohaterowie pierwszoplanowi
Raphael - Luke Evans (oddany, wierny, kochający i waleczny; skrywa nawet przed najbliższymi tajemnice. Jako Dracula odzwierciedla nawet potrzebne dostojeństwo)
Leo - oj mamuniu, co ja z tobą mam... Wygląd łowcy Hugh Jackmanna jak w filmie "Van Helsing". Bardzo lubię tego aktora. Jednak uszczypliwa i sarkastyczna natura Leo przypomina mi kogoś innego - Robert Downey Jr. Jako Sherlock Homles oraz Tony Stark podbił moje serce. Dałby radę?
Gabriela - Anne Hathaway. Tia... Mam do niej słabość <uśmieszek>. Jestem przekonana, że poradziłaby sobie z tą zgrają, nie tracąc swego uroku. Zadziornie podnosi dół sukienki, by pokonać oporne schody ku celowi.

Gusta i guściki. Mnie bardziej ciekawi, kogo widzą czytelnicy, kiedy śledzą poczynania bohaterów? Kojarzą ich z kimś nam znanym?

Czy możemy spodziewać się jakichś kolejnych powieści Pani autorstwa? Może ciąg dalszy przygód Gabrieli? A może zaczyna Pani przecierać szlaki w jakimś nowym gatunku?
Jak wspomniałam - samo pisanie jest moim sposobem na odprężenie. Z tego powodu nie rezygnuję z tej przyjemności! A co za tym idzie? No właśnie. Kolejne zapisane kilobajty na komputerze...

Mogę z pewnością powiedzieć, że pożegnałam się już z Gabrielą i całą spółką. Panna Phantom nie będzie miała kontynuacji.

Nieustannie jednak coś  tworzę. Strasznie mnie korci, by próbować innych gatunków, by się dowiedzieć, jakie wyzwania wówczas na mnie czekają. Lecz czy ujrzy to światło dzienne? Czy raczej znajdę dla nich miejsce w szufladzie?

Nie powiem, że z pewnością "tak". Jednak także jednoznacznie nie zaprzeczę...

Serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas i życzę dalszych sukcesów.
Martha Oakiss – Secret Books





WYWIADÓWKA / Kathrin Szczepanik WYWIADÓWKA / Kathrin Szczepanik Reviewed by Martha Oakiss on wtorek, sierpnia 18, 2015 Rating: 5