SHERLOCK Christmas Special - Upiorna Panna Młoda


Jeżeli obserwujecie mnie od jakiegoś czasu, dobrze wiecie, jak wielką miłością darzę Sherlocka Holmesa. Możecie więc spodziewać się, że mym zachwytom nie było końca, gdy dowiedziałam się, że spółka Moffat&Gatiss przygotują dla nas tak zwany christmas special, czyli świąteczny odcinek specjalny uwielbianego przeze mnie serialu Sherlock, którego premiera odbyła się pierwszego stycznia 2016 roku. Cudowny prezent noworoczny.


Mój zapał nieco opadł, gdy okazało się, że Upiorna Panna Młoda będzie powrotem do XIX wieku. Musicie bowiem wiedzieć, że już wcześniej miałam styczność z różnorodnymi odsłonami historii o Holmesie, jednak to, co urzekło mnie w tym serialu, to jego wyjątkowość związana właśnie z przeniesieniem akcji do czasów współczesnych. Wierzyłam jednocześnie, że producenci i aktorzy zaangażowani w coś tak wielkiego i rozchwytywanego, nie dadzą nam niczego kiczowatego. I jeżeli nie zamierzacie czytać dalej, a przescrollujecie niżej, wiedzcie - nie pomyliłam się.

Spoglądamy w stronę zachodzącego słońca. I fanów, którzy albo nas za ten wybryk
 pokochają, albo znienawidzą.

Wiek XIX. Elegancki Sherlock Holmes (Benedict Cumberbatch) z przylizanym włosiem i fajeczką w ustach otrzymuje nową sprawę. Pewna panna młoda z rozmazanym makijażem zabiła się na oczach pospiesznie uciekających przed jej rewolwerem ludzi. Boring, rzekłby Holmes, gdyby nie to, że kilka dni później ów panna młoda wychodzi z grobu, by znów dręczyć mężczyzn-nieboraków. Jak teraz Sherlock, nie wierzący przecież w zjawiska paranormalne i ufający jednie swym oczom i rozumowi, ma rozwiązać tę sprawę? U jego boku stanie oczywiście wierny jak pies towarzysz John Watson (wąsaty Martin Freeman) oraz inne postaci znane nam z poprzednich trzech sezonów urozmaicone o dodatkowe owłosienie lub kilogramy - dokładniejszych zmian zdradzać Wam nie będę. Strzeżcie się przed zdjęciami. Miejcie ubaw, jak i ja.

Ben, ale proszę, inaczej te stopy. Bo widać Twój wielki numer buta! Martin,
 zakręć wąsa. I trochę uśmiechu!

Początkowo uważałam, że Upiorna Panna Młoda jest bardzo wiernym odwzorowaniem Doyle'owskich opowiadań, np. historii o pięciu pestkach pomarańczy. Całości towarzyszyła mgła, ciemne kadry, mroczny klimat, tu i ówdzie palące się świece. Niektóre ze scen można nazwać krwawymi i niezbyt smacznymi, jakby wyrwanymi z opowieści o Kubie Rozpruwaczu. Zmienił się również sposób rozwiązywania spraw. Sherlock nie ma już przecież do dyspozycji telefonów komórkowych i mobilnego internetu. Co więcej, nie zobaczymy na ekranie dedukcji, którymi zachwycałam się od pierwszego odcinka serialu. Za to analiza spraw przedstawiona została w równie interesujący sposób, przez zastosowanie narracji oraz zatrzymań kadru i ukazanie nam sytuacji z różnych perspektyw. Nowe dla BBCowskiego Sherlocka czasy nieco zmieniły formę serialu, ale, dziwnym trafem, nie wpłynęły na moje postrzeganie Johna. Jego wąsisko tak mi pasowało, że dopiero w połowie odcinka zorientowałam się, że wygląda nieco inaczej.

Jedyne, co Wam zdradzę, to fakt, że nie będzie śniegu. Chyba. W sumie to nie
 wiem, byłam zbyt zaintrygowana akcją.

Jednocześnie wciąż jesteśmy zasypywani fragmentami niemal żywcem wyciągniętymi z oglądanych przez nas do tej pory dziewięciu odcinków. Mniemam, że każdy dopatrzy się dość oczywistych nawiązań do poszczególnych scen, w których dialogi zostały jedynie urozmaicone o kilka przestarzałych słów, a taksówki zamienione na dorożki. Są jednak i takie sceny, które zrozumieją tylko zawzięci fani i ci, którzy dopatrywali się w każdej minucie czegoś znaczącego. Dla nas, nieco zbzikowanych ludzi z fandomu, każde zdanie nabiera nowego sensu. Bo producenci i aktorzy zgrabnie ukazali pewne emocje i wzajemne relacje, które w sezonach 1-3 mogły być delikatnie wtrącane, ale poszerzane jedynie w głowach widzów. Charakterystyka postaci została jeszcze mocniej zarysowana, pokazując nam dokładniej psychikę Sherlocka, jego emocje i stosunek do przyjaźni z kimkolwiek. Nie wspominając o wszelkich shipowanych parach, jakie kiedykolwiek się pojawiły. Tak, to też jest i to ze zdwojoną siłą. Niepozorne dialogi niejednokrotnie nawiązywały do czegoś, co już się wydarzyło lub sprawiały, że w mojej głowie pojawiała się myśl, jak teraz będzie wyglądał sezon czwarty. Chciałabym powiedzieć coś więcej, ale nie mogę. Spoilery, rozumiecie. Jeżeli obejrzycie ten odcinek, jeżeli poznacie już rozwiązanie sprawy, to przypomnijcie sobie Reichenbach. Bo wskazówka zawarta w tym odcinku specjalnym wydała mi się aż nazbyt oczywista. 

Ależ twarzowa ta czapulinda!

Zarazem, mniej więcej po upływie większej części półtoragodzinnej, londyńskiej przygody wydarzyło się coś dziwnego. Co, dokładnie tego nie zdradzę, jednak moje uczucia były nieco mieszane. Nie rozumiałam, do czego dążą twórcy i czy naprawdę chcą doprowadzić do tego, co myślę. Do tego, co zdarzało się w kilku filmach i zawsze przeżywałam to z niesmakiem. Potem jednak stwierdziłam, że to naprawdę dobry sposób na połączenie pewnych wydarzeń, na powiedzenie tym, którzy zakochali się we współczesnej wersji Sherlocka "Hej! Spokojnie! To jednorazowy wyskok!". I to chyba właśnie ta druga połowa odcinka maksymalnie mnie wciągnęła, obezwładniła i sprawiła, że długo nie mogłam zasnąć. Bo tak się nie robi, bo zaskoczeń było zbyt wiele, bo za dużo razy łapałam się za głowę w niemym pytaniu "Ale jak?!". 

Ten. To ten śmiał się z Twojego wąsa.

I to, co teraz powiem, może niektórych z Was zaboli, może zaboli nawet mnie samą. Chciałabym, aby na tym odcinku zakończył się serial Sherlock. Nie zrozumcie mnie źle, ale wydaje mi się, że to, co Moffat i Gatiss zrobili w ostatnich sekundach, jest pewnym zamknięciem całej historii. Nie chcę jednocześnie, by kolejny sezon złamał mi serce, pozostawił niesmak, by był kręcony na siłę lub zakończył się tak, jak pewne fanfiction, którego nie mogę wyprzeć z pamięci. Takie zakończenie pozostawiłoby mi miłe wspomnienia i jednoczesne wyjaśnienie wszystkiego, co chciałabym wiedzieć. Bo Upiorna Panna Młoda była inna niż dotychczasowe odcinki. Nie tylko ze względu na zmianę czasu akcji, ale też przez wysłuchanie przez producentów drobnych próśb fanów, pozostawiając przy tym nutkę wredności, którą zawsze gwarantuje nam dwóch panów M&G. Wredności, cliffhangerów i nieskończonych wrażeń, które, tak naprawdę, zaczynają się wraz z ujrzeniem napisów końcowych. Bo oni mają do tego talent. Ale może lepiej, by Sherlocka już w to nie mieszali.
SHERLOCK Christmas Special - Upiorna Panna Młoda SHERLOCK Christmas Special - Upiorna Panna Młoda Reviewed by Martha Oakiss on wtorek, stycznia 05, 2016 Rating: 5